BEGIN:VCALENDAR
PRODID://WordPress//Event-Post-V5.9.2//EN
VERSION:2.0
BEGIN:VTIMEZONE
TZID:Europe/Warsaw
BEGIN:DAYLIGHT
TZOFFSETFROM:+0100
TZOFFSETTO:+0100
DTSTART:19700329T020000
RRULE:FREQ=YEARLY;BYDAY=-1SU;BYMONTH=3
END:DAYLIGHT
BEGIN:STANDARD
TZOFFSETFROM:+0100
TZOFFSETTO:+0100
TZNAME:CET
DTSTART:19701025T030000
RRULE:FREQ=YEARLY;BYDAY=-1SU;BYMONTH=10
END:STANDARD
END:VTIMEZONE
BEGIN:VEVENT
SUMMARY:Jak różnie brzmią echa Wielkiej Wojny
UID:https://instytutpolski.pl/bratislava/pl/2020/11/10/jak-roznie-brzmia-echa-wielkiej-wojny/
LOCATION:
DTSTAMP:20201110
DTSTART;TZID=Europe/Warsaw:20201110
DTEND;TZID=Europe/Warsaw:20201110
DESCRIPTION:Wielką Wojnę wywołali owi tytułowi „lunatycy”, nieświadomi skali
dziejowej katastrofy, której stali się sprawcami. Katastrofą okazały
się nie tylko hekatomba ofiar i skala zniszczeń, ale przede wszystkim
załamanie się politycznego ładu europejskiego, podziwianego przez wielu
do dziś dnia jako „piękny wiek XIX”.. Patrząc z perspektywy
zachodnioeuropejskiej „la belle époque”, którą tamta wojna brutalnie
przerwała, można stwierdzić, że ten typ narracji, który Europie
podyktował Clark, jest nie tylko logiczny, ale ma też walor moralnej
szlachetności. Jednak Polaka uderzać musi w tej narracji radykalna
odmienność doświadczenia XX wieku, właściwego Europie
Środkowo-Wschodniej. Odmienność, którą dzisiejszemu Francuzowi,
Włochowi czy nawet Niemcowi pewnie trudno dostrzec, a co dopiero
zaakceptować.
Jeden z najbardziej znanych passusów z literatury polskiej, tkwiący od
czasów szkolnych w pamięci każdego Polaka, to modlitwa z Litanii
pielgrzymskiej największego polskiego poety Adama Mickiewicza: „O wojnę
powszechną za Wolność ludów! Prosimy Cię, Panie”. Passus ów jest
traktowany jako profetyczna zapowiedź wybuchu wojny, która po trwającej
ponad wiek okupacji w końcu przyniesie Polakom wolność i możność
życia we własnym państwie. W tej polskiej narracji rok 1914 nie jest ani
„zbrodnią”, ani „tragedią”, ale przeciwnie – jest dziejowym
zwiastunem wolności odzyskanej cztery lata później, gdy niespodzianym
skutkiem owej wojny stał się upadek trzech okupujących kraj cesarzy:
niemieckiego, rosyjskiego i austriackiego.
Dla polskiego rozumienia świata i własnego w nim usytuowania – był to
moment kluczowy. Wojenne zwycięstwo Anglii i Francji umożliwiło Polakom
odzyskanie wolności, a tym samym to właśnie te dwa mocarstwa wpisane
zostały jako „przyjacielskie” i „sojusznicze” do przekazywanego z
pokolenia na pokolenie kodu polskiej politycznej samoświadomości. Ale to
mało. Tamto zwycięstwo było możliwe tylko dzięki temu, że po raz
pierwszy w dziejach do Europy wkroczyli Amerykanie. Jeśli wkrótce potem z
niej wyszli, zdegustowani jakością polityki europejskiej, to tragedia
musiała się powtórzyć. Druga wojna światowa stała się tego
najoczywistszym dowodem. I tak to przekonanie o niemal „magicznej” mocy
obecności Amerykanów w Europie zostało również wkodowane w polityczny
DNA, kształtujący tożsamość Polaków.
Odrodzone państwo polskie nie potrafiło myśleć o samym sobie inaczej
niźli w kategoriach szerszej, środkowo-europejskiej unii. To było
oczywiste echo dawnych czasów, gdy litewska dynastia Jagiellonów
władała rozległym federalnym mocarstwem z dwiema stolicami w Krakowie i
Wilnie. Co prawda w innych, bardziej etnicznych kategoriach, ujmował nową
państwowość polski ruch narodowy, ale objęcie władzy przez Józefa
Piłsudskiego (w dniu historycznego rozejmu z Compiègne 11 listopada 1918)
sprawiło, że to nie „nacjonaliści”, ale „prometeiści”
zdefiniowali powojenną misję państwa polskiego. Militarne przymierze z
również uwalniającymi się od rosyjskiej dominacji Ukraińcami i
Białorusinami, którego sensem miało być ustanowienie na nowo unii w
środkowo-wschodniej Europie, załamało się jednak pod naporem
bolszewików. Sił starczyło ledwie, aby obronić zagrożoną polską
państwowość przed bolszewikami. Nie starczyło już sił dla odnowy idei
unii na środkowym wschodzie Europy. Ale choć unia wówczas nie powstała,
a ta część Europy miała już wkrótce stać się polem bitwy
nacjonalizmów, to tamten czas, bezpośrednio po Wielkiej Wojnie, stał
się niczym echo, odzywające się w polskiej polityce nieustannie w ciągu
ostatniego stulecia, aż do dziś dnia.
Jest to przede wszystkim echo marzeń o politycznej integracji, która (co
z czasem stawało się oczywiste) nie może już być ustanowiona
partykularnie na środkowym wschodzie Europy, ale może na ten obszar
wkroczyć tylko jako część wielkiego projektu integracyjnego całej
Europy. Trzeba to wiedzieć, aby rozumieć entuzjazm Polaków dla własnego
akcesu do Unii Europejskiej w XXI wieku, ale także dla rozszerzenia jej o
Ukrainę, Białoruś, Mołdawię czy Gruzję. Swoiste „przeniesienie”
Unii na Wschód zbudowało misję polityczną współczesnego państwa
polskiego, a bez świadomości tego faktu nie da się w ogóle zrozumieć
polskiej polityki ostatniego ćwierćwiecza.
Odległym echem tamtego czasu jest niestety również silna w Polsce
pamięć o tym, że w chwili, gdy w 1920 roku wszystkie polskie plany
groziły załamaniem, a wraz z nimi nawet sam byt państwa polskiego
został zagrożony, „sojusznicze” i „przyjacielskie” mocarstwa
europejskie, a w szczególności Anglia pod rządami Lloyda George’a,
paradoksalnie stanęły po stronie bolszewików, wymuszając na konferencji
w Spa zrzeczenie się przez polski rząd na rzecz sowieckiej Rosji połowy
terytorium kraju, czyli tego wszystkiego, co przywłaszczyli sobie siłą
rosyjscy carowie w XVIII wieku.
Nigdy już potem nie udało się w Polsce zlikwidować tej podskórnej
nieufności do europejskich „przyjaciół”, wzmocnionej jeszcze we
wrześniu 1939 roku i trwającej w gruncie rzeczy do dzisiaj. Z kolei
jednak powracające echo tamtych zdarzeń wywołuje również szczególną
polską wrażliwość na krzywdę i odrzucenie przez Europę Ukraińców i
Białorusinów, czyli jedynych narodów, które wiek temu zbrojnie
stanęły razem z Polakami przeciw sowieckiemu niebezpieczeństwu. Musi
mieć tego świadomość każdy, kto chce dzisiaj zrozumieć, dlaczego
właśnie w Polsce żyje i pracuje przeszło milion przyjętych tu z
otwartymi rękami imigrantów ukraińskich, a na szczycie Unii Europejskiej
to polski premier zabiega (z sukcesem) o plan rozległego wsparcia
gospodarczego dla Białorusi, który ma ruszyć, gdy jej obywatelom uda
się usunąć panującą tam dotąd tyranię.
W swej sławnej książce profesor Clark dowiódł, że echa tamtej
Wielkiej Wojny dobitnie słychać we współczesnej polityce. To prawda.
Tylko że polskie echa dźwięczą trochę odmiennie od tych, które
usłyszał świetny brytyjski historyk.
Jan ROKITA. Filozof polityki, działacz opozycji demokratycznej, były
poseł i szef klubu parlamentarnego Platforma Obywatelska.
Tekst publikowany równocześnie z polskim miesięcznikiem opinii Wszystko
Co Najważniejsze w ramach projektu realizowanego z Instytutem Pamięci
Narodowej.
END:VEVENT
END:VCALENDAR