15-01-2026 Cikkek, Események, Hírek, Kiállítás

Wywiad z Sebastaniem Krzywakiem

1. Tytuł Twojej wystawy to „Deep Cuts”. Czym dla Ciebie są te „głębokie cięcia” – czysto fizycznym gestem na płótnie czy metaforą czegoś, co ukryłeś głębiej?

Sebastian Krzywak: Podoba mi się wieloznaczność tych słów. Z jednej strony to slangowe określenie mniej znanych utworów muzycznych, ale ważnych dla osób słuchających danej muzyki. Z drugiej strony w dosłownym tłumaczeniu to po prostu głębokie cięcia – słowa budzące dosyć niepokojące skojarzenia. Taki rodzaj napięcia też może kojarzyć się z moimi pracami, które z jednej strony można odbierać jako wizualnie hipnotyzujące, z drugiej strony jednak nie są pozbawione ekspresji, takich ostrych, głębokich cięć. Mogą zatem koić lub drażnić. Poza tym to nawiązanie do procesualnego charakteru tych obrazów. Pracując nad tym cyklem, zdałem sobie sprawę, że wykorzystuję głównie aerograf, spray i wylewaną farbę, czyli w zasadzie wszystkie obrazy powstają niejako w powietrzu. Jedynym bezpośrednim kontaktem z płaszczyzną płótna jest wycinanie form i szablonów bezpośrednio w naklejonej na obrazie taśmie.

2. W Twoich pracach łączysz akryl ze sprayem. Co każda z tych technik, tak skrajnie różnych, wnosi do Twojego języka malarskiego?

Sebastian Krzywak: Wybór techniki to po prostu szukanie najlepszego sposobu do realizacji pomysłów. Kiedyś bardziej eksperymentowałem z innymi technikami, używałem różnych niestandardowych materiałów. Obecnie to głównie farby akrylowe, tusze i spraye, w sumie dosyć już tradycyjne techniki.

3. W jednym z wywiadów wspominasz o specyficznej pętli: zaczynasz od projektowania na komputerze, malujesz na płótnie, a potem fotografujesz obraz i znów wracasz z nim do świata wirtualnego. Jak opisałbyś rolę tego dialogu między tym, co cyfrowe, a tym, co analogowe, w budowaniu warstw Twoich obrazów?

Sebastian Krzywak: Pomysł na te obrazy zrodził się po części z serii prostych rysunków wykonywanych na komputerze za pomocą narzędzia eraser. Kiedyś, przeglądając folder z jednym zbiorem takich szkiców, postanowiłem sprawdzić, czy da się je przełożyć na język malarstwa. Obecnie większość prac zaczynam właśnie od takiego rysunku na komputerze, rodzaju szkieletu, rdzenia i punktu odniesienia dla kolejnych warstw. Po przeniesieniu go na płótno wylewam farbę na obraz i staram się reżyserować proces. Za każdym razem mam jakieś założenia, ale proces jest dosyć dynamiczny i wymaga szybkich reakcji np. odnośnie zmiany koloru, kąta przepływania farby i zatrzymania akcji. Po tym etapie robię zdjęcie i na komputerze testuję kolejne wersje obrazu. Zazwyczaj powstaje od kilku do kilkudziesięciu wersji skończenia obrazu. Myślę, że takie przenikanie się sposobów pracy w zasadzie po pewnym czasie zatarło granicę pomiędzy światem analogowym i cyfrowym.

4. Krytycy określają biel w Twoich pracach jako przestrzeń psychologiczną. Jak Ty sam definiujesz rolę tych niezapełnionych miejsc w całym procesie powstawania obrazu?

Sebastian Krzywak: Były dwa powody zostawiania na obrazie surowej bieli płótna. Pojawiły się jednocześnie, więc nie wiem, który jest ważniejszy. Z jednej strony chciałem po prostu wprowadzić mocne prześwietlenia obrazu, rodzaj lekkości kojarzący się z kartką papieru, ze szkicem. Zadawałem też sobie pytanie o moment, w którym obraz jest skończony. Z drugiej strony to był czas, kiedy prawdopodobnie trwale straciłem węch po przejściu COVID-19. Szybko i boleśnie zrozumiałem, na czym polega słynny efekt Prousta. Będąc odciętymi od części zapachów, tracimy dostęp do magazynu ze wspomnieniami, które aktywują się pod ich wpływem. Tak więc jest to w jakimś sensie o utracie.

5. Twoje płótna często mają 190 cm wysokości i przewyższają Cię rozmiarem. Biorąc pod uwagę monumentalną skalę i tytułowe cięcia, jak określiłbyś swoją rolę w procesie tworzenia tych prac – czy czujesz się bardziej budowniczym nowej przestrzeni, czy kimś, kto operuje na żywej materii obrazu?

Sebastian Krzywak: Rzeczywiście mój ulubiony format to 190 X 150 cm, czyli jest 5 cm wyższy ode mnie i daje mi możliwość „wejścia w obraz”. Myślę, że skala w przypadku takiego malarstwa jest bardzo istotna. Nie każdy rodzaj malarstwa potrzebuje skali, ale ten rodzaj abstrakcyjnych obrazów według mnie jest mocno związany z psychofizycznym odbiorem obrazu. Taką różnicę łatwo porównać do oglądania filmu na telefonie, komputerze i w kinie. Są filmy, które po prostu trzeba oglądać tylko w kinie. Jeżeli miałbym porównać swoją aktywność podczas malowania do jakiegoś zawodu, to zdecydowanie wybrałbym reżysera, bo jestem i obserwatorem, i aktywnym uczestnikiem procesu.

6. Przy tak dużych formatach i agresywnych technikach margines błędu jest ogromny. Czy po latach pracy ufasz przypadkowi na tyle, że traktujesz go jako pełnoprawnego współautora swoich obrazów?

Sebastian Krzywak: Zasada rządząca powstawaniem tych obrazów to przenikanie się pewnego rodzaju przypadkowości wynikającej z grawitacji i maksymalnej kontroli planowania na innych etapach. Pracując z grawitacją tracę w pewnym stopniu kontrolę nad efektem końcowym obrazu. Jakiś czas temu, po spektaklu The Four Seasons Restaurant Romea Castellucciego, przeczytałem zapis rozmowy z reżyserem. Mówił o powodach obecności psów w swoich spektaklach. Myślę, że grawitacja pełni u mnie tę samą rolę co pies u Castellucciuego. Przytoczę tę wypowiedź, bo myślę, że warto:

„Zwierzę na scenie oznacza proste, zwyczajne życie. Pokazując psa, burzę fikcję. A pies skupiający uwagę widzów staje się mistrzem ceremonii. Wielokrotnie zaczynam sekwencje moich przedstawień z udziałem psa. W tym wypadku nie chodzi mi wcale o język, tylko o ciało teatru. Zwierzę nie reprezentuje żadnych symboli, przychodzi z innego świata i respektuje wyłącznie prawa natury. Ruchy psa są nieprzewidywalne. Wprowadzając na scenę psa, ponoszę ryzyko, bo wiem, że wszystko może się wydarzyć. Przede wszystkim chodzi o balans pomiędzy porządkiem a nieporządkiem, pomiędzy posiadaniem kontroli a jej zaniechaniem. Taka kombinacja jest mi niezmiernie potrzebna. Piękno nabiera tu innego wymiaru. Wprowadzić zwierzę na scenę znaczy być otwartym na nowe struktury, wynikające z przypadku…”[1].

7. Wystawa w Galerii Platán przenosi efekty Twojej osobistej pracy z zacisza pracowni w przestrzeń publiczną. Jak postrzegasz tę zmianę – od momentu, w którym wykonujesz fizyczny gest cięcia na płótnie, do chwili, gdy staje się on częścią doświadczenia obcej osoby?

Sebastian Krzywak: Wystawa pokazuje przekrojowo obrazy powstałe w latach 2023-2025. Wyboru dokonał jej kurator, Tomasz Piars. Część była pokazywana, ale na osobnych wystawach, a część będzie pokazana premierowo. Bardzo się cieszę na tę wystawę.

Wywiad przeprowadził: Wiktor I. Michałowski


[1] The Four Seasons Restaurant, czyli Castellucci na Malcie, Aleksandra Hołownia, magazyn o.pl, 03.07.2013