O, jak daleko jest Polska.
Tak jak to miasto martwa,
gdzie powiesiliśmy wolność
na rozetach kamiennych arkad[1][A1] .
Chociaż Andrzeja Wajdę nie łączyły tak silne więzy z Węgrami jak z Jugosławią, Francją czy Japonią, to w jego archiwum znajdujemy pewne odniesienia i wątki dotyczące krajów Madziarów.
Rozpiętość i tematyka przedstawionych poniżej materiałów odzwierciedlają niezwykle obszerny materiał archiwalny znajdujący się w Archiwum Andrzeja Wajdy przy Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. Są to zarówno archiwalia dotyczące niezrealizowanych projektów filmowych, dokumentacja dotycząca Wesela wystawionego na deskach Teatru Narodowego (Nemzeti Színház) w Budapeszcie,materiały fotograficzne[2], jak i rozmaite zapiski o charakterze anegdotycznym zapisane w prywatnych notesach reżysera. Niniejszy artykuł porusza zaledwie kilka wątków, które wiążą reżysera z Węgrami. Pomijam w nim choćby opinie Wajdy na temat węgierskiego kina.
Pewną ciekawostką jest to, że samo nazwisko Wajdy można wiązać z osadnictwem Wołochów, pasterskiego ludu przybyłego na ziemie polskie z Bałkanów. Wskazywała na to Bogdana Pilichowska, etnolog przez lata związana z Archiwum Andrzeja Wajdy, która prowadziła badania genealogiczne nad rodziną reżysera:
Nazwisko Wajda związane jest bezspornie z migracją i kolonizacją wołoską […]. Nazwisko powstawało niezależnie w różnych częściach kraju (na szlaku wędrówek wołoskich i osadnictwa wołoskiego), stąd istnienie wielu rodów noszących to nazwisko, niezłączonych węzłami pokrewieństwa[3].
Co więcej, reżyser w prywatnej korespondencji dotyczącej genealogii swoich przodków i domniemanego pokrewieństwa wspominał o węgierskich wątkach dotyczących nazwiska, które on sam nosi:
W odpowiedzi na Pani list nie mogę przyznać się do żadnego pokrewieństwa, ale przesyłam nieco materiałów, które mogą być interesujące dla Pani studiów. Zwłaszcza węgierski herb nadany rodzinie Vajda jest ciekawostką wartą odnotowania[4].
W notesach reżysera z lat siedemdziesiątych znajduje się kilka wzmianek na temat projektów filmowych, ostatecznie niezrealizowanych, przy których Wajda miał współpracować z Węgrami.
W marcu 1971 roku odnotował swoje spotkanie ze Stanisławem Lemem na temat zekranizowania wydanego w tym samym roku opowiadania Kongres futurologiczny[5]:
Rozmowa ze Stanisławem Lemem o noweli Kongres futurologiczny, że film nie tutaj, bo brak elementów rzeczywistości. Konieczny układ tekstu przypominający scenariusz. Szukam producentów: […] może Węgrzy […][6].
Dwa lata później Wajda notuje swój pomysł na temat realizacji filmu o generale Józefie Bemie[7]:
Bem – cztery tygodnie zdjęć jesienią, dwa tygodnie zimą. Dwa tysiące wojska, dwieście pięćdziesiąt koni na dwa tygodnie. Cała ekipa, sprzęt, taśma, laboratorium – Węgry[8].
Ostatecznie pod koniec dekady Wajda poważnie rozważał realizacje Cesarza autorstwa Ryszarda Kapuścińskiego[9]. 27 lipca 1978 roku zanotował:
Dziś otrzymałem tekst Cesarz Kapuścińskiego. Czytam – wspaniałość, gotowy film (scenariusz z Bolesławem [Michałkiem][10]. Można to realizować w pałacach Łodzi! Jacy aktorzy? Jaki język?[11]
Natomiast pół roku później pisał:
Fantastyczny pomysł, ażeby produkować Cesarza w Budapeszcie w Zespole [Pétera] Bacsó. Wziąć tylko tych ludzi, których naprawdę potrzebuję, a całą resztę zmontować z Węgrów. Wnętrza budapeszteńskie tak samo dobre, a może lepsze niż w Łodzi. Miałbym też lepszą organizację i większy zasięg, bo film węgierski ma jednak szerszą dystrybucję i wejście na świat[12].
Ani z Kongresu futurologicznego, ani z Bema, ani z Cesarza nic nie wyszło. Powyższe zapiski są typowymi dla Wajdy notatkami będącymi „workiem pomysłów” do ewentualnej realizacji. Warto w tym miejscu odnotować jeszcze dwa tytuły nawiązujące do historii Austro-Węgier, po których pozostały scenariuszowe ślady w archiwum reżysera: Sarajewo 1914 poruszającytemat wybuchu I wojny światowej[13] oraz Marsz Radetzkiego na podstawie powieści Josepha Rotha.Innym rodzajem notatek są rozmaite anegdoty, zasłyszane historie, własne obserwacje, które Wajda skrzętnie notował w swoich zeszytach. Ciekawe pod tym względem jest zestawienie dwóch wpisów dotyczących realiów państwa socjalistycznego oraz skutków życia w takim systemie. Wiosną 1984 roku reżyser zanotował anegdotę opowiedzianą mu przez przyjaciela – Piotra Skrzyneckiego[14]:
Piotr Skrzynecki opowiada przygody z Budapesztu. Biedni polscy fachowcy na kontrakcie boją się wszystkiego: zachorować na syfa, wpaść w trudności polityczne, a najbardziej żony w Polsce. Rocznie wśród nich 20 samobójstw. Któryś z nich, z rozpaczy, że żona go zdradziła, wlazł na dach opery w Budapeszcie i postanowił skoczyć. Dopiero jak wszedł za nim ksiądz, zdjął go portretem papieża[15].
Natomiast już po upadku systemu komunistycznego w Europie Środkowo-Wschodniej Wajda zanotował:
W 1956 roku zamordowanych w Budapeszcie komuniści wrzucili do ziemi twarzą, jak tradycja ludowa każe postąpić z tymi, którzy nie powinni być zbawieni. Na cmentarzu [Kerepesi], pod murem, w chaszczach – bez grobów. A sobie wystawili istny teatr plenerowy śmierci.
Z tej alejki co pewien czas rodzina kogoś wykopuje i zabiera, żeby ich dzisiaj nie kompromitował[16].
Współpraca Wajdy z Węgrami ziściła się tylko raz, gdy w 1994 roku wyreżyserował w budapeszteńskim Teatrze Narodowym Wesele Stanisława Wyspiańskiego. Jak do każdego spektaklu czy filmu Wajda skrupulatnie gromadził materiały dotyczące aktualnie realizowanego dzieła. W przypadku węgierskiego Wesela jest to przede wszystkim zachowana korespondencja, która wydaje się najciekawszą częścią zachowanych do tego spektaklu archiwaliów. Wynika z niej, że już w drugiej połowie lat siedemdziesiątych rozważano na Węgrzech wystawienie Wesela na teatralnej scenie[17]. Najbardziej chyba frapujące są uwagi na temat przekładów dramatu na język węgierski oraz pewne inscenizacyjne uwagi Wajdy, w których niczym w soczewce odbija się rzeczywistość lat dziewięćdziesiątych. W liście z 18 kwietnia 1990 roku Pál Pap z ówczesnego Magyar Filmintézet (obecnie Filmarchívum) podzielił się uwagami na temat istniejących przekładów Wyspiańskiego autorstwa Györgya Spiró oraz Dávida Csaby:
Spiró jest rutynowanym dramaturgiem, ma wiele trafnych, frapujących rozwiązań językowych. Posiada swój światopogląd i ma wyrobione zdanie w ważnych kwestiach – tak więc tłumaczone dzieło formułuje wg swoich poglądów. Nie widziałbym w tym nic złego, gdyby jego świat był bliski światu Wyspiańskiego lub gdyby potrafił dostosować się do niego stylem, jak również w kwestiach zasadniczych. Jednakże nie jest tak. […] Twórczość pisarska Spiró daleka jest od charakteru cech stylu ludowego, regionalnego. W wielu wypadkach używa on wielkomiejskiego żargonu lub zwrotów stylistycznych uważanych w mieście za ludowe. Często zastępuje styl ludowy niepoprawną gramatycznie węgierszczyzną. W kilku przypadkach ma problemy ze zrozumieniem oryginału. Wiernemu tłumaczeniu nie służy również – jeżeli chodzi o styl – pewna tendencja do wulgaryzmu. […]. Tłumaczenie Csaby Dávida jest bardziej wierne; z wielkim szacunkiem interpretuje on oryginał. Niedociągnięcia pierwszego tłumaczenia naprawił w poważnej mierze nowym przekładem. Jego tłumaczenie jest bliższe duchowi Wyspiańskiego. Wydaje mi się, że w przypadku przedstawienia Wesele w Budapeszcie należałoby oprzeć się na jego tłumaczeniu, korzystając z pomocy któregoś z wybitnych dramaturgów.
Wajda odpisał:
Męka, którą przeżywam, ilekroć muszę coś reżyserować w obcych językach, głównie dotyczy niepewności co do tekstu. […] Zastrzeżenie w kierunku zbytniej aktualizacji Wesela rozumiemy dobrze. W Polsce Wesele Wyspiańskiego jest aktualne zawsze: i kiedy inteligent Mazowiecki staje na czele Rządu, i kiedy chłoporobotnik Wałęsa wygaduje głupoty o intelektualistach[18]. Stąd moje wahania wobec następnej pracy po hebrajskim i japońskim[19] – węgierski nie robi mnie szczęśliwym [!]. Ale chciałbym pokazać Wesele w Budapeszcie, bo wierzę, że sprawdzi się wobec widzów[20].
Wydaje się, że rzeczywiście węgierskie Wesele było dla Andrzeja Wajdy męką. W napisanym trzy lata później liście do dyrektora teatru László Ablonczyego Wajda odrzucił inscenizacje przygotowaną przez Gézę Bodolaia, nie chcąc firmować jej swoim nazwiskiem:
Wesele zawsze miało kontekst polityczny, jaki będzie [on] na Węgrzech? – nie wiem. Nie chciałbym jednak, w tak trudnej i skomplikowanej sytuacji, jaka panuje w Budapeszcie, znaleźć się po niewłaściwej dla mnie stronie[21].
W marcu 1994 roku, gdy trwały próby nad Weselem, Wajda zanotował następujące słowa:
Teatr Narodowy w Budapeszcie. Socjalizm wgryzł się w ten teatr razem z brudem. Jest nie do wyplenienia. Najgorsze jest pomieszanie ludzi dobrych z tymi, którzy w ogóle nie nadają się do roboty. Nikt tu nie ma zwyczaju notować. Niczego nie pamiętają. Wszystko powtarza się wiele razy, bez wiary w utrwalenie tego, co ustalone. Wszędzie zastarzały brud, choć budynek zbudowany pewnie w latach 70[22].
W dniu premiery reżyser wyrażał się równie gorzko:
Cała praca już jutro pójdzie na marne, bo nikt tu nie potrafi ochronić spektaklu przed zmianami, jakie wymuszą gorsi i pijani aktorzy, beznadziejny akustyk i przypadkowy oświetlacz. Sam teatr zresztą ma interes tylko do premiery, kiedy zaliczy Wesele; dalej nie będzie mu już ono potrzebne. Mógłby to być prezent dla aktorów, ale oni nie mają tu nic do powiedzenia i są na marginesie. Ale reakcja widzów była bardzo entuzjastyczna, a aktorów po premierze – ogromnie serdeczna[23].
Czy Wajda zbyt surowo oceniał swoich węgierskich współpracowników? A może należy uznać, iż Wesele Stanisława Wyspiańskiego rzeczywiście jest dramatem nieprzetłumaczalnym na inne języki? Aby mieć pewną miarę sądów, które reżyser wyrażał w swoich notesach, warto w tym miejscu zacytować to, co pisał trzy lata wcześniej w dniu premiery Wesela wystawionego w krakowskim Starym Teatrze:
Od pierwszych dymów w scenie z chochołami do końca wszystko krzywo i źle. Przede wszystkim powolność zmian ze sceny na scenę, no i samego mówienia dialogów. Myślałem, że się to nigdy nie skończy i po ukłonach powiedziałem głośno i wyraźnie, że nie jestem z nich [tzn. z aktorów] zadowolony. To jest zawsze najgorszy moment, bo aktorzy schodzą ze sceny trochę tak jak gladiatorzy. „Lepiej, gorzej, co to ma za znaczenie, wyszliśmy z życiem” – zdają się mówić ich głupkowato uśmiechnięte twarze. […] Wnioski ostateczne, po północy: Teatr, który jest dziś w Polsce, nie ma już sensu. Aktorzy, zajęci swoimi sprawami, przez 7 tygodni nie byli w stanie nauczyć się tekstu Wesela i nie ma na nich żadnego sposobu. Teatr nie płaci, oni się nie uczą. Poza tym są najlepszym teatrem [tj.: Teatr Stary] w Polsce, i tak będzie sukces. W rezultacie nie ma żadnej przyjemności, bo poezja nie wkracza na scenę, słychać bełkot i przypadkowość[24].
Jakiekolwiek były przyczyny niepowodzeń budapeszteńskiego Wesela należy podkreślić, iż początek lat dziewięćdziesiątych dla samego reżysera był okresem rozczarowań nie tylko tych o charakterze artystycznym. Konflikty w obozie dawnej opozycji antykomunistycznej, radykalne cięcia finansów na kulturę czy minięcie się z oczekiwaniami publiczności (szczególnie z młodą widownią[25]) powodowały, że Wajda mógł odczuwać rozgoryczenie zastaną rzeczywistością. Obawa przed „znalezieniem się po niewłaściwej stronie” politycznych sporów uwidoczniła się w 2013 roku, kiedy Wajda nie przyjął Krzyża Wielkiego Orderu Węgierskiego z rąk prezydenta Jánosa Ádera, pomimo wyrażonej przez reżysera wcześniej zgody[26].
Niniejszy artykuł nie może dać wyczerpującej odpowiedzi na najważniejsze pytanie: jak przez dziesięciolecia twórczość Wajdy była odbierana i interpretowana na Węgrzech? Zamiast tego na sam koniec przytoczymy słowa premiera Węgier Viktora Orbána skierowane do Krystyny Zachwatowicz-Wajdy, wdowy po zmarłym w październiku 2016 roku reżyserze:
Z głębokim żalem i smutkiem przyjąłem wiadomość, że odszedł z tego ziemskiego świata Pan Andrzej Wajda – niestrudzony kronikarz polskiej historii, którego filmy pozwoliły milionom ludzi na całym świecie zrozumieć dzieje polskich losów. Jego śmierć jest bolesną stratą dla nas wszystkich, ale Jego przesłanie zachowamy w naszej pamięci. W imieniu Węgrów i w swoim własnym proszę przyjąć wyrazy głębokiego współczucia[27].
Mateusz Matysiak
[1] Fragment wiersza Istvána Kovácsa pt. Legion dedykowanego Andrzejowi Wajdzie w tłumaczeniu Bohdana Zadury (cyt. za: Przepowiednia czasu twego. Antologia współczesnej poezji węgierskiej, wybór i komentarze Konrad Sutarski, Kraków – Wrocław 1985, s. 212). Egzemplarz książki przechowywany w Archiwum Andrzeja Wajdy (dalej: AAW) zawiera dedykację od autora wiersza. Inspiracją do jego napisania był dla Kovácsa film Popioły.
[2] Na przykład album fotograficzny dokumentujący wizytę reżysera na Węgrzech w grudniu 1976 roku w związku z pokazem Ziemi obiecanej.
[3] Bogdana Pilichowska, Materiały na temat etymologii i występowania nazwiska Wajda. Maszynopis przechowywany w AAW. Warto w tym miejscu przytoczyć notatkę z reżysera z jego prywatnych dzienników z 24 marca 1994 roku: „Zdumiewające: 250 tysięcy koczowników ruszyło z okolic Krymu w stronę dzisiejszych Węgier. Legenda głosi, że w czasie wędrówki nie urodziło się ani jedno dziecko, aby oszczędzić noworodkom udręki podróży! To dobry początek instynktu państwowego, który wg znawców tematu mają Węgrzy”.Andrzej Wajda, Notesy 1942–2016. Wybór, t. 3: 1989–1999, oprac. Tadeusz Lubelski, Agnieszka Morstin, Kraków 2024, s. 298. Rękopisy notesów znajdują się w AAW.
[4] List Andrzeja Wajdy do Iwony Zaciewskiej z 28 lutego 2001 roku. Wszystkie cytowane listy znajdują się w AAW. Informacje o nobilitacjach Vajdów na przestrzeni kilku stuleci uzyskał reżyser od scenografa Tadeusza Wybulta, który przekazał Wajdzie materiały ze swojej kwerendy przeprowadzonej na Węgrzech.
[5] Trzy lata wcześniej Wajda zekranizował opowiadanie Lema Czy pan istnieje, Mr. Johns? pod tytułem Przekładaniec. Stanisław Lem (1921–2006) – filozof i pisarz SF.
[6] Notatka z 23 marca 1971 roku. Andrzej Wajda, Notesy 1942–2016. Wybór, t. 1: 1942–1978, oprac. Tadeusz Lubelski, Agnieszka Morstin, Kraków 2024, s. 304.
[7] Józef Bem (1794–1850) – generał, uczestnik Wiosny Ludów, nazywany bohaterem trzech narodów: polskiego, węgierskiego i tureckiego.
[8] Notatka z 5 kwietnia 1973 roku. A. Wajda, Notesy, t. 1, dz. cyt., s. 358.
[9] Ryszard Kapuściński (1932–2007) – pisarz i podróżnik.
[10] Bolesław Michałek (1925–1997) – scenarzysta, kierownik literacki Zespołu Filmowego „X”, którego szefem był Andrzej Wajda.
[11] A. Wajda, Notesy, t. 1, dz. cyt., s. 521.
[12] Notatka z 4 grudnia 1978 roku. Tamże, s. 535–536.
[13] Reżyser chciał zrealizować ten film w Jugosławii.
[14] Piotr Skrzynecki (1930–1997) – szef kabaretu Piwnica pod Baranami, bliski przyjaciel reżysera.
[15] Notatka z 20 kwietnia 1984 roku. Andrzej Wajda, Notesy 1942–2016. Wybór, t. 2: 1979–1988, oprac. Tadeusz Lubelski, Andrzej Morstin, Kraków 2024, s. 296.
[16] Notatka z 29 marca 1994 roku. A. Wajda, Notesy, t. 3, dz. cyt., s. 299.
[17] List Dávida Csaby do Andrzeja Wajdy z 30 stycznia 1978 roku.
[18] Nawiązanie do tzw. wojny na górze, czyli konfliktu między byłymi członkami antykomunistycznej opozycji w okresie transformacji ustrojowej w Polsce. Wajda sympatyzował z „inteligenckim” skrzydłem reprezentowanym przez premiera Tadeusza Mazowieckiego przeciwko Lechowi Wałęsie, będącemu wówczas uosobieniem trybuna ludowego.
[19] W 1988 roku Wajda wyreżyserował Dybuka Szymona An-skiego w Teatrze Habima w Tel Awiwie, a rok później Idiotę Dostojewskiego (pod tytułem Nastazja) w tokijskim Teatrze Benisan.
[20] List Andrzeja Wajdy do Pál Papa z 21 kwietnia 1990 roku. W ostateczności teksty sztuki oparto na tłumaczeniu Györgya Spiró.
[21] List Andrzeja Wajdy do László Ablonczyego z 6 kwietnia 1993 roku.
[22] Notatka z 28 marca 1994 roku. A. Wajda, Notesy, t. 3, dz. cyt., s. 298–299.
[23] Notatka z 31 marca 1994 roku. Tamże, s. 299.
[24] Notatka z 3 czerwca 1991 roku. Tamże, s. 139.
[25] Symbolicznym przykładem owego rozminięcia był rok 1992. Wajda zrealizował wówczas film pt. Pierścionek z orłem w koronie opowiadającyo powstańcach warszawskich. Obraz przeszedł bez większego echa, natomiast prawdziwą furorę wśród widowni zrobił sensacyjny film Psy w reżyserii Władysława Pasikowskiego podejmujący temat transformacji ustrojowej i próby „ustawienia” się w nowej rzeczywistości z punktu widzenia funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa.
[26] List ambasadora Ivana Gyurcsika do Andrzeja Wajdy z 18 października 2012 roku i odpowiedź reżysera z 22 października 2012 roku. W tym wypadku była to nie tyle odmowa, ile raczej zastosowanie uniku. 19 marca 2013 roku Wajda zapisał w notesie: „Postanowiłem jechać w tych dniach [tj. w czasie wizyty prezydenta Ádera w Polsce] do Gdańska na zdjęcia [do filmu Wałęsa. Człowiek z nadziei], żeby się wykręcić, bo wyszło głupio, ale śnieg leży, a doróbki [są] sierpniowe!”(fragment notesu, który nie został ujęty w druku).
[27] List kondolencyjny od premiera Węgier Viktora Orbána do Krystyny Zachwatowicz z 11 października 2016 roku (dołączone tłumaczenie na język polski).
[A1]pytanie do przypisu:
czy Andrzejowi Wajdzie dedykowany był tylko fragment wiersza, czy cały wiersz?
jeśli cały, to dedykowanego